Cieszy mnie, że „Braniewnik” stał się „widzialny”. To było moje marzenie — tak o swojej książce mówi Waldemar Kontewicz, braniewianin, którego losy rzuciły do Toronto w Kanadzie. „Braniewnik” można kupić w punkcie Informacji Turystycznej.

"Braniewnik" to cykl opowiadań. To nostalgiczna podróż w czasy dzieciństwa. Czasy, które pozostały jedynie we wspomnieniach
Autor: www.mamiko.pl
Waldemara Kontewicza i jego opowiadania (które składają się na „Braniewnik”) odkryłem zupełnie przypadkowo — podczas „surfowania” po sieci i wyszukiwania regionalnych informacji. To było w listopadzie 2009 r. Wymieniłem z autorem kilka maili i uzyskałem jego zgodę na przedruk opowiadań w IKACIE Gazecie Braniewskiej.
W ten sposób „Braniewnik” dotarł do szerszej społeczności z Braniewa i okolic. Z rozmów z Czytelnikami (zwłaszcza ze starszymi) wiem, że dzięki nostalgicznym opowiadaniom wracali do czasów swojego dzieciństwa. Bo „Braniewnik” to właśnie taka podróż w lata minione. Sielskie, choć spędzane wśród ruin zburzonego Braniewa.
— „Braniewnik” jest próbą oddania metafizyki miejsca i czasu, których doświadczałem prawie pół wieku temu — mówi Kontewicz. — To einsteinowska podróż w czasie, zrelatywizowana poetyką uczuć. To w końcu licencia poetica w doborze bohaterów, akcji i środków lokomocji. Wszystkie osoby występujące w tym almanachu są prawdziwe, półprawdziwe lub wymarzone...
Cztery wpisy z „Braniewnika” ukazały się w „Twórczości”, jeden w „Migotaniach” gdańskich, kilka innych rozproszonych jest w Internecie. Poezja i proza Kontewicza została opublikowana w paryskiej „Kulturze”, „Więzi”, „Polityce”, „Przeglądzie Polskim” oraz innych polskich i polonijnych pismach.
Od początku pan Waldemar mówił, że jego wielkim marzeniem jest wydanie „Braniewnika” w edycji książkowej, okraszonej zdjęciami Braniewa przedwojennego, tuż-powojenngo i obecnego. Jak widać — marzenia spełniają się.
Wojciech Andrearczyk
W ten sposób „Braniewnik” dotarł do szerszej społeczności z Braniewa i okolic. Z rozmów z Czytelnikami (zwłaszcza ze starszymi) wiem, że dzięki nostalgicznym opowiadaniom wracali do czasów swojego dzieciństwa. Bo „Braniewnik” to właśnie taka podróż w lata minione. Sielskie, choć spędzane wśród ruin zburzonego Braniewa.
— „Braniewnik” jest próbą oddania metafizyki miejsca i czasu, których doświadczałem prawie pół wieku temu — mówi Kontewicz. — To einsteinowska podróż w czasie, zrelatywizowana poetyką uczuć. To w końcu licencia poetica w doborze bohaterów, akcji i środków lokomocji. Wszystkie osoby występujące w tym almanachu są prawdziwe, półprawdziwe lub wymarzone...
Cztery wpisy z „Braniewnika” ukazały się w „Twórczości”, jeden w „Migotaniach” gdańskich, kilka innych rozproszonych jest w Internecie. Poezja i proza Kontewicza została opublikowana w paryskiej „Kulturze”, „Więzi”, „Polityce”, „Przeglądzie Polskim” oraz innych polskich i polonijnych pismach.
Od początku pan Waldemar mówił, że jego wielkim marzeniem jest wydanie „Braniewnika” w edycji książkowej, okraszonej zdjęciami Braniewa przedwojennego, tuż-powojenngo i obecnego. Jak widać — marzenia spełniają się.
„Braniewnik” można kupić w Punkcie Informacji Turystycznej przy ul. Katedralnej 7 w Braniewie.
Cena: 20 złotych.
Niektóre opowiadania z „Braniewnika” można przeczytać na stronie Parnas.pl
Informacje o „Braniewniku” znajdziesz również na blogu krasa.bloog.pl
Recenzję książki można przeczytać także na blogu Z lektur prowincjonalnej nauczycielki
Waldemar Kontewicz, autor „Braniewnika”
Urodziłem się 6 lat po zakończeniu II Wojny Światowej — największej tragedii w dziejach ludzkości. Polityczno-migracyjny przypadek zrządził, że cała polska Wileńszczyzna, do której tak chętnie siebie przypisuję, „przeniosła” się na Warmię i, między innymi, do Braniewa. Moja metryka urodzenia wystukana gotycką czcionką na niemieckiej maszynie, miała trzy kalki: polską, pruską i wileńską.
Braniewo — Braunsberg — Troki to są moje miejsca urodzenia i pochodzenia. Zarówno te fizyczne, jak też i te kulturowe, geograficzne, metafizyczne. W Braniewie nie zdążyłem ukończyć nawet jednego roku życia, kiedy mojego ojca — oficera Wojska Polskiego — wygnano na południe Polski, by „zwalczał bandy” i „nieprawomyślnych”. Ojciec zajmował się kwatermistrzostwem, więc z „bandami” nie miał okazji wojować. Wolał żołnierski niż bitewny kocioł. To był jego instynkt samozachowawczy, który wędrował razem z nim.
Nowy Sącz był moją następną kalką życia. Sporo się w niej odbiło. Przede wszystkim młodość i szkoły średnie. No i epizod z Łemkami pośród, których pracowałem cały rok, tuż po ukończeniu seminarium nauczycielskiego w 1972 roku.
Mniejszości narodowe były moją mantrą egzystencjonalną, bo przeniosłem się do serca Kurpi, by tam pokazywać genialność Kopernika, Galileusza i Kartezjusza. Puszcza Kurpiowska przez dziesięć lat była dla mnie oazą pokoju, miłości i wiedzy. Ukończyłem WSP w Olsztynie, wydział fizyki. I, jak wnioskuję, nie mogło być inaczej. No bo jak można połączyć mądrość fromborskiego zakonnika, cuda Ostrej Bramy, poetckie Opitołoki czy też Krytykę Czystego Rozumu niż poprzez studiowanie w Zamku, wokół którego kiedyś kręciło się średniowieczne universum. Wtedy tego nie czułem. Dzisiaj wiem, że to zjawiska transcendentalne.
W 1986 roku „wyjechałem” do Kanady, bo w Polsce zrobiło mi się ciasno. Ponieważ potrafię uczyć przedmiotów przyrodniczych, postanowiłem zostać nauczycielem również w Kanadzie. Od ponad dwudziestu lat wykładam w szkole średniej matematykę, oraz uczę się czytać z piszących, mówiących, płaczących, milczących, różnonarodowych, kolorowych, rasowych kalk.
Kanada jest dobrodziejstwem świata, pozwalającym zaufać rodzajowi ludzkiemu. To moja Itaka, w której odnalazłem „Braniewnik”.
Wojciech Andrearczyk







Komentarze
1
pokaż wszystkie komentarze w serwisie
Dodaj swój komentarz
Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych
narmal #326510 | 81.15.*.* 20-07-2011 06:32
Kanada dzwiny /zboczony!?/ kraj! cenzurują piosenkę grupy Dire Straits "Money for Nothing" z 1985, oficjalnie nie nadaje się do emisji na antenie Kanadyjskiego radia. Powód, to słowo: faggot czyli pedał
Ocena komentarza: poniżej poziomu (-2) !
odpowiedz na ten komentarz